Oglądasz wypowiedzi wyszukane dla frazy: Dywaniki łazienkowe komplet
Wiadomość
  [ E39] zakup dywaników materiałowych na lato
Ja zakupiłem na Allego dwa komplety gumowych dywaników PETEX i jestem baaardzo zadowolony.

Porządny, niemiecki produkt, świetnie dopaspwany, z grubej na 1cm gumy, z gniazdami do uchwytów.
Produkt wykonany co najmniej tak samo dobrze jak ori.
Płaciłem ok. 95zł /kpl.

Co do weluru faktycznie może być problem, bo większość to zwykłe dywaniki łazienkowe lub obszyta tania wykładzina podłogowa.

Jeżeli jesteś zadowolon z jakości obecnych dywaników, a denerwuje Cię tylko to, że się ściągają, to może dorób sobie stopery:
http://moto.allegro.pl/it...r_guma_okr.html
 
  Chciałbym (chciałąbym) się Wam pochwalic....
Kurde, spakowałem już wszystko... Ale są szklane, ceramiczne i inne wazony, flakony itp. Kwiaty sztuczne. Bleee! Świeczniki, świece badziewne i inne tanie wystroje wnętrz bez gustu.
Hmmm, co jeszcze... A! z 10 kompletów dywaników łazienkowych, chodniczki. :/
Nie pamiętam wszystkiego bo nie pamiętam co wyrzuciłem a co zostawiłem.

A wypada chyba się pochwalić, że wróciłem do domu z koncertu Ostrego, coś wspaniałego, nie do opisania. Jutro gonię kupić płytę bo i tak nie mam, a co. No ale nie będę się rozpisywał na ten temat bo i nie opisze dokładnie w słowach co się działo i w ogóle to chyba do rana bym pisał...

Ale co chciałem napisać, wróciłem do domu, wchodzę do ciemnej klatki patrzę, piwnica oświetlona, myślę sobie, co za sąsiad o tej porze siedzi w piwnicy, z ciekawości schodzę, a to moją otworzona cały czas, cały dzień się świeci, drzwi na rozcież, kłódka z kluczami, a piwnica i rzeczy nie ruszone. A mieszkam w bloku, bez domofonów, wszystko otwarte itd. Osiedle chyba najgorszej sławy jak by nie było ale git.

A przyczyna?
Jak wynosiłem to badziewie to telefon zadzwonił, rozkojarzyłem się i zapomniałem o piwnicy hehe.

Szkoda, miałem nadzieję, że ktoś przynajmniej to badziewie zabierze hehe.

Nabuzowany jestem, chyba dzisiaj nie zasnę.
  dywaniki łazienkowe
dorobiliśmy się nowej łazienki tylko mam problem z kupieniem dywaników
okazuje się że te w kompletach sa tylko do ubikacji z nogą a my mamy podwieszaną
szukałam już w sklepach , na necie i nic!!
niby mozna kupic 2 na podłogę ale co dać na deskę klozetową?
pozdrowienia!!
  Płytki podłogowe a szczeniaczek
Witajcie, jako nowy na forum przedstawiam Aksę z avatarka, 9 tygodniową suczkę Weimarka.

W kuchni i przedpokoju mam płytki podłogowe, w pokojach panele. Dywany musiałem pościągać całkiem, ze względu na to że jeszcze nie ma kompletu szczepień i "wali" gdzie popadnie...A mieszkanie niestety wynajmuję i nie mogę pozwolić sobie na zniszczenie dywanów

O ile bieganie ze ściereczką już mnie nie męczy to problem jest z tym że suczce łapy się ślizgają jak biega. Przy chodzie raczej nie ma problemów, ślizga się tylko jak biega, albo siedzi - wtedy jej łapy rozjeżdzają się na boki.

I teraz myślę nad czymś co można położyć na te nieszczęsne płytki. Dywany i wykładziny odpadają - nie mam gdzie ich prać codziennie. Myślałem też o gumowych wykładzinach łazienkowych, ale te znowu mają tylko 50cm szerokości. W ostateczności znalazłem akrylowe wykładziny ochronne pod krzesła. Rozmiar 1,5 x 2m więc wstawię 4 i będzie spokój. Tylko nie wiem czy one też nie są śliskie.

Z drugiej strony nie wiem czy aż tak trzeba się przejmować. Staram się aby nie biegała po kafelkach a do zabawy ma duży koc w pokoju. I w końcu za 3 tyg. będzie już można wychodzić z nią na zewnątrz, to będzie miała miejsce do szaleństw.

Narazie energia rozpiera ją w domu i daje temu upust, a ja się martwię o te łapki. Tyle się naczytałem o dysplazji że już sam nie wiem.

PS. Rodzice Aksy byli wolni od dysplazji (A).

Jak wy rozwiązaliście problemy z kafelkami?
 
  Mieszkanie Amy Carlson
Gdzieś na Manhattanie, nie wyróżniający się niczym szczególnym, stoi sobie blok pełen niewielkich, tanich mieszkań. Obskurne drzwi prowadzą do obskurnej klatki schodowej z porysowanymi przez dzieciaki ścianami, na schodach której znajduje się takie miejsce, że kiedy na nim usiądziesz, masz przez okno doskonały widok na wejście do znajdującego się naprzeciwko apartamentowca. Apartamentowiec ów nie słynie z nadzwyczajnych przestrzeni i luksusów, pozostaje jednak faktem, iż mieszkańcy bloku z miłą chęcią zamieniliby się na jedno ze znajdujących się w nim mieszkań. Wyjątkiem jest niejaka Amy Carlson, przesiadująca na schodach w bloku i z papierosem w zębach wypatrująca, czy jej matka nie wraca właśnie do domu. Bowiem Anette i Amy mieszkają razem właśnie w tym apartamentowcu. Ich mieszkanie jest całkiem spore. Składa się na nie przestronny salon połączony z kuchnią, trzy sypialnie i łazienka. Całość (poza jednym wyjątkiem) urządzona jest w stylu nowoczesnym, wedle upodobań prawniczki. Cechą charakterystyczną salonu są bez wątpienia okna zajmujące całą jedną ścianę, lewą, jeśli patrzeć od wejścia. Kiedy Anette nie ma w domu, zazwyczaj zasłaniają je ciężkie i ogromne kotary, wiszące tu tylko dlatego, że matka nie mogła już znieść lamentów córki, których musiała wysłuchiwać, kiedy kotary były zdjęte ("jeśli ich nie powiesisz, powieszę się ja!"). Zimnej i zawsze wypolerowanej podłogi nie przykrywają żadne dywany. Surowego wystroju wnętrza nie łagodzą też ani czterdziestodwucalowy, płaski telewizor, znajdujący się na tej samej ścianie, co drzwi wejściowe, ani metalowo-skórzane, białe kanapy i fotel, ani szklana ława, ani tym bardziej elektryczny kominek dający mniej więcej tyle domowego ciepła, co klimatyzator zamontowany pod sufitem. Na wprost znajduje się odgrodzona od salonu wysepką kuchenną, kuchnia. Urządzona w tym samym stylu, co reszta domu, jest rzadko używana, można by powiedzieć, że stojący w niej stół z kompletem krzeseł lśni nowością. Kiedy wejdziesz do tego mieszkania, w oczy rzucić ci się może przejście znajdujące się po prawej stronie. Prowadzi ono do korytarzyka równoległego do ściany z oknami, oddzielonego od salonu niezbyt solidną ścianą sklejkową. W korytarzu tym znajduje się kilka drzwi. Prowadzą one do sypialń Anette, Amy oraz gościnnej, a także dwóch łazienek, z których jedna jest połączona także z kuchnią. Do pokoju prawniczki Amy nie ma wstępu, więc wie tyle tylko, iż oprócz łóżka Anette urządziła sobie tam także gabinet. Natomiast sypialnia Amy jest czymś, co można nazwać "odpoczynkiem" od całości apartamentu. Pierwszą rzeczą, na którą zwraca się uwagę, po wejściu do środka, jest czerń. Czarne ściany, czarny sufit... Podłoga na szczęście jest drewniana. Czarna pościel na łóżku, brązowe meble pokryte wykonanymi czarnym flamastrem rysunkami oraz plakatami różnych zespołów. Drewniane biurko, które Amy udało się ocalić od sprzedaży na aukcji, kiedy Anette postanowiła zrobić coś z pozostawionymi przez jej zmarłą matkę rzeczami. Lampka w kształcie kwiatu lotosu. Czarno-czerwony dywan. Ściany pokrywają, oprócz plakatów, także rysunki Gotek, Gotów, szatanów i mrocznych elfów w kabaretkach. Całości dopełnia wszechobecny bałagan. Radioodtwarzacz stoi gdzieś koło łóżka zatopiony w powodzi płyt i brudnych ubrań, dookoła niego walają się jakieś kartki, książki, talerzyki i kubki - innymi słowy wszystko, czego Amy używa, a czego nie chce jej się schować. Ten pokój można podsumować krótko - mrok.
  Audio do Passata B6
Miałem przeprowadzkę do innego domu i nie miałem internetu - oczekiwałem na nowe łącze, ale dzięki temu kiler czasu mnie nie dopadł i mogłem spokojnie dłubać w autku....
Znacie tą wnękę:

Tam miał wejść sub.
Ale od początku...
Kupiłem na ebayu subwoofer RE Audio SE 10 D4 gdyż:
-ma dużą moc RMS - 600wat, powinien sam pociągnąc bas na moje skromne potrzeby
-potrzebuje małej skrzyni jeśli robimy zamkniętą - tylko 18 litrów:

Wypatroszyłem materiałowy boczek z bagażnika, odłożyłem do w bezpieczne miejsce aby kiedyś założyć na swoje miejsce - do sprzedaży wozu. Docinałem kartonowy szablon aż uzyskałem metodą prób i błędów takie coś co prawie dokładnie dolegało do krawędzi. Następnie, dosłownie dzień dprzed przystąpieniem do działań wpadł mi w ręcę arkusz 2x1,5m jakieś 2cm płyty drewnianopodobnej. Magazynier postawił obok kosza na śmieci, zapytałem dostałem za free. Wyciąłem moje elementy wycinarką:


Wnętrze skrzyni wykleiłem .... dywanikem łazienkowym. Przypominał frotte XXL ogonki wielkości paluszków dzieci. Pomyslałem że spełni zadanie:

Do suba kabel 2x3,3mm - taki mieli w sklepie.

Zakupiłem wzmak nowy: Kicker ZX 700.5 - pięciokanałowy oraz kondek 2farady Hifonics - używka , podobno z małym przebiegiem. Rozmieszczenie elementów:

A następnie pryśnięcie czarnym matowym sprayem aby zatuszować ewentualne niedokładności w pokrywaniu wykładziną:


Razem z kondensatorem kupiłem pakiet okablowania firmy Boss. Prądowy 20mm2. Kable poszły w progu:

Plusowy puściłem w czymś co nazywają tutaj "hajdro" i jest szeroko stosowane w różnych dziedzinach. My (energetycy) puszczamy w tym schodzący ze słupa przewód miedziany uziemiający do sondy w glebie. Mamy tego na kilometry. Resztę "plusa" zabezpieczyłem dołączonym w komplecie z przewodami peszelkiem.

Przejście do komory silnika wysoko w nogach pasażera (mój jest zepsuty pasior -UK) wyjdziesz obok ABS , dalej w korytku i na osłonę aku:
]
Podłączyłem wszystko. Power, rca, remote itp... Sprawdzam raz jeszcze: plus przykręcony do minusa na kondensatorze! Zmiana podłączenia na prawidłowe, uniknąłem chyba w najlepszym wypadku zniszczenia kondzia. No ale wiało jak cholera i pogoda nie rozpieszczała. Sprawdzam jeszcze raz - jest OK.
BTW.
Tutaj znalazł się kontroler remote:

Odpiąłem zacisk plusowy z klemy aku , wkręciłem 90A bezpiecznik (taki ma być). Żarówka 12V 5W w kombinerkach do klemy plusowej a do kombinerek drugimi kombinerkami przykładam zacisk plusowy czerwonego kabla. Żarówka zapala się i świeci. ŁĄdowanie kondenatora zajęło grubo ponad minutę. W sumie nie wytrwałem do momentu aż żaróweczka zgasła i jak jeszcze się lekko tliło zakończyłem fazę łądowania i przykręciłem zacisk do klemy.
Wyglądało to tak :

Wzmak i kondensator zakryje pokrywa z oknami z plexi:

Na suba kombinuje dać jakąś osłonę ale tym jeszcze się nie martwię bo do załadunku bagażnika torbami mam trochę czasu.
Jeszcze bez dywanika, bo skończyłem przed chwilą ale wygląda to mniej więcej tak:

No i czas zagrać...
Nie jestem audiofilem a to moje pierwsze CA.
Nowa płyta AC/DC - bas miód. Metal - miód, Jean Michael Jarre - miodzio, techniawka - średnio zmniejszyłem na remocie trochę. Najgorzej jest w hip hopie. Coś brzęczy niemiłosiernie...
Sprawca znajduje się tutaj:

listwa na podsufitce pod trzecim stopem.

Butapren w sprayu i trochę watoliny załatwia skutecznie sprawę.

Zamknąłem go i dałem naprawdę głośno. Stojąc na zewnątrz stwierdzam: brzęczą klamki w przednich drzwiach. ale z drzwiami nic nie robiłem jeszcze.

Muszę to wkrótce rozebrać i wykleić bagażnik matą wygłuszającą. Terraz nie jest źle ale trzeba to zrobić. Co polecicie w zastępstwie słynnej i drogiej maty Dynamat. Trochę mi tego pójdzie więc szukam tańszej wersji.

Druga rzecz. Ktokolwiek wsiądzie do nie może wyjść z zachwytu z przednich głośników. Nawet koleś co robił u siebie CA... Nawet jak dla mnie laika to podejrzane i zaczynam coś węszyć. Jakie mam szanse że tam jest 3 drożny zestaw (komponenty) Dynaudio? Wiem, nie przekonam sie jak nie "otworze" drzwi. Ale można to sprawdzić chyba jakimś kodem?
Szukając na ebay'u czy allegro głośników do paska B6 często spotykam oryginalne zestawy z trzema głośnikami. O takie jak na w tych drzwiach:
http://forums.vwvortex.co....40059#24940059
Ten wooferek :

Wygląda jak ten w tym http://www.sonicelectroni....stem+340.html# wspaniałym zestawie, który ma wysoką ocenę. A to z kolei tłumaczy dobre granie. gdyby tak było podpiąłbym je pod wzmak .

Hmmm co za długi post , jak mi się coś przypomni- napiszę. Na razie mimo nie skończonego dzieła, z basu jestem zadowolony. Drugi plus; sam coś zrobiłem , trzeci; pomagał mi syn- wywiercił kilka otworów , ciął pierwszy raz piłką do metalu , wkręcił kilka wkrętów (musiałem je tylko "dociągnąć") a na koniec cieszył się bardziej ode mnie jak zagrało a niebieskie światło z kondzia i wyświetlacz w bagażniku zwalił go z nóg i podnosiłem mu szczękę z jezdni.
  Moje UNO 1,4 i.e.S






Opis

Fiat uno

-rok 1999 (czerwiec)
-przebieg przy zakupie (kwiecien tego roku) 23 tys z groszmi
-auto kupione od pierwszego wlasiciela starszy pan - 65 lat
-autko bylo juz dobrze zakonserwowane
-100% bezwypadkowe sprawdzalem ja na oko potem testerem i sprawdzal tez dobry znajomy blacharz z aso
-technicznie jak nowy , gdy bylem przed zakupem w zaprzyjaznionym aso mechanikom szczeka opadla ... jak z fabryki .. malo tego poprzedni wlasciciel nawet poznaczyl sobie od spodu wszystkie srubki, tego akurat nie wiem poco moze nie mial zaufania do serwisu i chcial wiedziec czy mu czegos nie ruszaja bez potrzeby...
-uniak ma cala dokumentacje serwisowa
-opony orginalne Debica vivio - kaskaderski sprzet wskazuje na to DOT - 99 rok
i nawet jest na nich jeszcze duzo bieznika

do tej pory do full seri jaka byl moj uniak ( bo przeciez dziadek nie ma w glowie przerobek) dodalem :

-filtr przeciw smieciowy cos podobne do tego co ma brucek
-roleta na tylna szybe
-rolety na boczne szyby ( tylne drzwi )
-pokrowce na siedzenia orginalne do fiata uno co ciekawe niemieckiej produkcji na dosc grubej gabce
-oswietlenie bagaznika
-koszyk w bagazniku pelny samochodowej chemi - kosmetyki itp
-owiewki szyb bocznych

w planach mam ;
-montaz centralnego zamka
-zalozenie orginalnych halogenow do uno
-montaz elektrycznych szyb - jak sie da to 4x bo 2x jak dla mnie nie maja sensu korbka tez moge otworzyc podczas jazdy a z tylnymi to juz gorzej...
-zakup nowych dobrej jakosci welurowych dywanikow
-przerobienie lampki oswietlenia wnetrza tak , aby dalo sie ja wylaczyc - zeby nie swiecila po otwarciu drzwi
-zalozenie oswietlenia schowka
-montaz bialych kierunkow przy reflektorach i tych malych w blotnikach

moze kiedys to zrobie ..

kupie radio sony black panel
zmienie glosniki na jakis bdb zestaw
dam kierownice i drozek zmiany biegow do profesjonalnego obszycia skora .. a moze i inne elemeny
zaloze klosze tylnych lamp od uno turbo

hehe moze kiedys... marzenia

------------------------

Edycja

kurcze jak dawno temu to pisalem

od tamtego czasu wiele sie zmienilo ...

czesc planow zrealizowana , wiele nowych pomyslow przybylo , podobnie jak wiele wczesniej nie planowanych modyfikacji

ogolnie zalozenia sie ciut zmienily ... z zewnatrz w miare klasycznie ale w srodku ma byc pelny komfort

kiedys myslalem o drobnych dodatkach , a dzis

to mysle czy fotele z alfy czy lanci , a moze z innego fiata

czy welur z wloch czy skora

moze by tak klimatyzacje zalozyc ...

ale podejscie do uniaka sie nie zmienilo , dbanie i konserwacja to podstawa

jak juz sie zabralem za edycje pierwszego posta w tym temacie to zbiore tu wszystkie fotki z calego tematu o moim uno 1,4 i.e.S ... no moze w pol do sx albo top class

i tak..

przybyly owiewki na przod





pokrowiec na kierownice



lampki oswietlenia bagaznika ...



jak je odlaczylem tak do dzis nie podlaczylem ... czas wrocic do tematu

fotki z sierpnia 2007 roku , heh mamy juz 2009 rok , jak ten czas szybko leci ..

na poczatek uno podczas mycia





i juz byl wieczor



moj soniak ... moje pierwsze radio w uno jakby co to ono do dzis dziala - jezdzi w seju



nastepnego dnia :







silniczek - serducho zdrowe i czyste



z perspektywy czasu wiem jedno ... 1,4 to najlepszy wybor do uno sam sie go obawialem poczatkowo , ludzie gadali ze duza pala ze to ze siamto , a spalanie jest calkiem oki - zwlaszcza za miastem ( na poziomie 1,0 , a osiagi doskonale )

jest pomysl ... czesc sie smiala

umyslilem sobie ze ne deske poloze cos takiego

kawalek maty lazienkowej

a potem ciut dziwila

tak to wyglada



przyszedl czas na ciut szalony pomysl ... podlokietnik

mial byc czadny ale sprzedawca z allegro dal D i byl taki jaki ... drewniany

ale co tam ... jakby co zawsze go mozna bylo pokryc czyms by mial inny kolor , ogolnie chodzilo o to czy da sie go jakos zalozyc ... dalo sie

od tamtego czasu wiem ze jazda bez podlokietnika to nie to samo ... wygoda no siedzi sie jeszcze wygodniej





aaa no i jeszcze dywaniki welurowe uniaczek dostal

pazdziernik
jesienne fotki ... latwo do tego miejsa dojechac nie bylo







i kilka foto innych niz wszystkie ... byl taki czas na forum wtedy ze wszyscy jakos tam bawilismy sie fotkami



styczen 2008 rok

zima uniak tez jest myty





moje nowe radio blaupunkt ktorego mam caly czas



i pilot do radia mocowany na kierownicy sie pojawil



luty 2008

policja mi mandat chciala wlepic za wjazd w to miejsce ...







kwiecien

sosina



po przekladce opon na letnie ( zima pomykalem na kupionych jesienia sava eskimo S3

zeszly sezon byl ostatnim sezonem debicy vivo .... obecnie mam cos z drugiego konca tableli wynikow ... dunlop sp30

przyszedl czas na pierwsza edycje lepek unofani



fotka pojasnionej lampy



kolejne fotki z kwietnia



czerwiec



glosniki w desce to kupilem krotko po tym jak nabylem radio sony

lipiec .. w sumie koniec lipca

do poludnia umylem uniaka i nawoskowalem

mysle ze czas na kolejne fotki



uwazam ze warto bylo wlozyc troche pracy dla efektu

ktos zapytal co za lusterka mam w uniaku ... teoria glosi ze pochodza one od brazylijskiej wersji uno

wrzesien

niebo i okolica z uniaka widziana









uniaczek zostal umyty i nawoskowany czyms takim



mycie uniaka



dac czlowiekowi plyn do szyb

pazdziernik 2008

upolowane na allegro





co by tu napisac ... te foty mowia wszystko

kolejny ciezko zdobyty dodatek do uno ... komplety na przod i tyl latwiej kupic ...



ladnie zapakowane razem z dodatkowymi zabezpieczeniami



o wlasnie takie blaszki po 2 na owiewke - wklada sie to w ten rowek co jest w nim szyba - miedzy owiewke a uszczelke od strony wewnatrznej - fajny bajer by zabezpieczyc

no a tu fotki uniaczka z owiewkami drzwi przednich i tylnych





uwazam ze te owiewki to praktyczny dodatek do uno

owiewki poprawiaja przewietrzanie wnetrza do tego np mi sie podobaja i uwazam ze pasuja do uno

kolejna zima , pare fotek

zanabylem uniakowi oslone zimowa heko warto kupic , polecam



oslona zimowa heko

lusterka boczne widziane od wewnatrz i przy okazji tweetery



lusterko w oslonie przeciwslonecznej pasazera



i jeszcze taka fotka



ziiiima

zima







troche zimy z uniaka widzianej





ogolnie ciekawy dzien na jazde ...

zima ogolnie ciekawa byla ... troche gratow od uno sx sie pojawilo w domu

w zime tez mozna miec czyste uno





styczen 2009

pochwale sie czyms co dostalem przed chwila





w sumie to fajne sa te nakladki ... no glownie fajne dla tego ze nie sa popularne

kwiecien 2009

tapicerka













no i czas na nakladki na zaglowki z sportinga



tak dla porownania



a tu juz oba



tak to wyglada

wspomnialem w temacie o lusterku sx , ktos zapytal jak wyglada

a no tak

tak wyglada lusterko sx



kwiecien swiateczna sesja uniaka



















kolejne kwietniowe fotki

jakis czas temu kupilem sobie wosk turtle wax ice

musze przyznac ze jest to faktycznie warte swojej ceny









potem pojechalem sobie w lasek porobic kolejne fotki









i zmiana miejsa











a tu jeszcze fotki wczoraj zalozonych zegarow sx



na razie to by bylo na tyle

pomyslow na kolejne modyfikacje jest cala masa

grunt to dbac o uniaka

kolejne fotki & kolejna modyfikacja
doszly biale kierunki











------------------------------------------------------------------------------

umieszczam tu jeszcze linki do moich manuali odnoczacych sie do uniaczka

Rozpoznanie przewodow w kostkach iso

Montaz glosnikow w desce uno

Maskownice glosnikow

Montaz podlokietnika w uno

Montaz rolet przeciwslonecznych

Uchwyt do telefonu nawigacji mp4

Regulacja zamka tylnej klapy

Poprawa wygladu i swiecenia tylnych lamp

Lusterko - demontaz naprawa opis dzialania

Wykonczenia klapy bagaznika

Naprawa spinki/kolka tapicerki

Konserwacja drzwi progow klapy - profile zamkniete uno

Wykonczenie pasa tylnego uno

Montaz glosnikow w drzwiach uno

Podloga i okolice - wyciszenie konserwacja przeglad

Drzwi i klapa - profilaktyczna konserwacja uno

Schowek w podlokietniku drzwi uno

Lusterka - malowanie , konserwacja mechanizmu

Podswietlane lusterko w oslonie przeciwslonecznej uno

Klapka schowka - naprawa zamka

Demontaz kratek nawiewow

Uchwyt na napoje w konsoli srodkowej uno

przerobka boczkow sx pod glosniki 165mm

Zmiana tapicerki w boczkach sx
  The Next Journey - Następna Podróż
Część 16

Chris:

Chyba nikt się nie zdziwi, jak powiem, że to wszystko było nieprawdopodobne. Delikatnie mówiąc. Przyznaję, że zawsze chciałem, by Antarianie sobie o nas przypomnieli – no, „zawsze” ograniczało się co prawda do trzech lat – ale nigdy nie przypuszczałem, że przyjdzie mi brać udział w czymś takim, jak to. W prawdziwym posiedzeniu rządu na emigracji, jak nazywała siebie ta zbieranina ludzi z całego świata, w towarzystwie podwójnej Isabel i podwójnego Michaela. Że ktoś istotnie będzie się do mnie zwracał per „wasza wysokość” albo coś takiego. W chwili, kiedy postanowiłem poćwiczyć sobie moje moce w domu w Chicago nie miałem bladego pojęcia, że wyniknie z tego taka heca.

Nasza Rada Gabinetowa obradowała już drugi dzień z niewielkimi przerwami, podczas których korzystaliśmy beztrosko z łazienek i gościnnych pokoi pułkownika Ralleyarda. W domu prawie nie bywaliśmy – w domu to znaczy w mieszkaniu Jennie i Alex. Porozumiewaliśmy się tylko telefonicznie – Jennie i Alex dostały od Maxa stanowczy zakaz zbliżania się do tego domu, jakby był zadżumiony czy coś takiego. Nie podobało im się to rzecz jasna zupełnie, ale wszyscy czworo – ja, Max, Isabel i Michael – byliśmy co do tego zgodni. Bo też ci ludzie niby byli ulegli, niby odpowiadali grzecznie na nasze pytania, ale w ich zachowaniu było coś dziwnego. Jakby drugie dno, o którym wiadomo, że jest, ale nie wiadomo, jak to udowodnić. Na razie poinformowali nas o przebiegu wojny na Antarze, o najnowszej technice i sposobach komunikowania się z tamtą planetą, pokazali kilka rzeczy, które miały przedstawiać sztukę antarską, powiedzieli, jaka jest mniej więcej sytuacja w całym Układzie... Chociaż to było raczej mniej niż więcej. Krążyli wokół zasadniczych pytań i nie odpowiadali na nie wprost, tylko mówili o jakiś błahostkach.

Staliśmy teraz na dworze, w parku, który latem musi być oszałamiający. Zresztą, zimą też był. Wszędzie było mnóstwo śniegu, a my staliśmy w odległości ponad stu metrów od pałacu. Robiliśmy sobie własną naradę.

-Nie podoba mi się to – oznajmił Michael, wbijając ręce w kieszenie kurtki.
-Mnie też nie – przyświadczyła Isabel i popatrzyła w zamyśleniu na bryłę pałacu. – Zbyt wiele rzeczy mają ochotę przemilczeć, ale nawet nie można się do tego przyczepić.
-Kręcą – Lonnie pociągnęła nosem i postawiła kołnierz swojego płaszcza. – Rząd na emigracji, frajerzy. Gówno, nie rząd.
-Opierniczają się równo, jak rasowi politycy – ocenił Rath. – O tamtej przeterminowanej nasiadówie nawet im się nie zajarzyło, Nicholas też o nich nie parlał.
-No, wiesz, tą znajomością z Nicholasem to ja bym się raczej nie chwalił – mruknął Michael.

-Czyli tak, nie powiedzieli, dlaczego uciekli z Antaru i zostawili tam zwykłych ludzi – wtrąciłem się, usiłując zapobiec kolejnej sprzeczce między dwoma egzemplarzami niegdysiejszego generała Zeratha. – Nie wiemy, czemu pięcioro z tych wyższych funkcjonariuszy nie zostało przedstawionych na samym początku, czemu nie interweniowali, gdy mieliśmy do czynienia z FBI i wojskiem...
-Ta, zwłaszcza ty miałeś – zadrwiła Lonnie. Zignorowałem ją.
-Nie wiadomo, czemu nie zareagowali, gdy Max był na Antarze, czemu ani Langley, ani Cameron nie wspomnieli o nich nawet słówkiem – ciągnąłem dalej.
-Nasedo też nie – przypomniała ciotka Isabel. – Nigdy nie mówił, że tu są jeszcze jacyś inni z naszej planety.
-Słuchaj, może ten wasz Nasedo miał po prostu sklerozę – zaproponowała Lonnie.
-Milcz – powiedział do niej Max, całkowicie opanowanym głosem. Lonnie posłusznie umilkła. – Nie zareagowali również, gdy uruchomiliśmy orbitoidy po raz pierwszy. Skoro Skórowie zjawili się wtedy, mogli zjawić się i oni – zwrócił się do mnie.
-Prawda – przyświadczyłem skwapliwie. – No i jeszcze nie wspomnieli ani słowem o odlocie Tess czy też jej powrocie na Ziemię, choć też powinni o tym wiedzieć, bo wygląda na to, że wywiad mają mimo wszystko niezły.
-Tak, niezły, ale działa im jakoś strasznie wybiórczo – prychnął wuj Michael. – Partacze.
-No i granilith – dorzuciłem na koniec. – Nie wspomnieli o tym ani słowa.
-Eee tam, obrzędowy szmelc – Rath machnął lekceważąco ręką.
-Mówiłeś już o tym – zauważył Max. – Tess odleciała przecież w granilicie.
-Granilith nie lata – Lonnie popatrzyła dziwnie na Maxa. Zapadło milczenie. Zaraz. Chyba mieliśmy sprzeczne informacje. I to zdecydowanie sprzeczne.
-Tess odleciała na Antar używając do tego granilithu – odezwała się Isabel. – Uruchomiliśmy go kluczem, a po dwudziestu czterech godzinach odleciał, zabierając ze sobą Tess i Chrisa.
-Niemożliwe – Lonnie pokręciła głową. – Granilith nie lata, to nie jest statek kosmiczny, tylko jakaś zbutwiała relikwia.
-To czym poleciała Tess? – zapytał Michael. – Co, może jej nagle skrzydełka urosły i pofrunęła do nieba, co?
-Raczej do piekła – mruknęła Isabel. Poruszyłem się niespokojnie – bądź co bądź mówiła o mojej własnej matce, a nie chciało mi się tak do końca wierzyć w to, że była taka zła.
-Idiota – odparła Lonnie. – Czym miała odlecieć, normalnie, statkiem.
-A granilith? – zapytałem. Lonnie popatrzyła na nas przeciągle.
-Widać wciąż go macie – powiedziała w końcu. – Bo my nie mamy go z całą pewnością - A to ci nowość. Mamy granilith, obrzędowy szmelc według Ratha a zbutwiała relikwia według Lonnie. Jednym słowem – nielot. No ładnie. Pozostawało jeszcze pytanie – gdzie go mamy. Problem polegał chyba na tym, że po rewelacjach Lonnie nikt już nie wiedział, jak wyglądał granilith, żadnej instrukcji z obrazkami nie mieliśmy.

-No tak – odezwał się beztrosko Michael. – To już wiemy, czemu przyjmują nas z takimi honorami. Chcą od nas granilith, a nie króla.
-Sądzisz, że chodzi im tylko o to? – zapytał Max wpatrując się w śnieg.
-A o co innego mogłoby im chodzić, Maxwell? – odparł Michael. – Sam widzisz, że kręcą jak mogą, najchętniej pewnie milczeliby jak myszy pod miotłą!
-Nie wszyscy – zauważyłem impulsywnie. Nie mogło pomieścić mi się w głowie, że Dennise miałaby być taka interesowna, nie, to było po prostu... niemożliwe.
-To się nie zdziw – poradził życzliwie Michael. Nie, nie, nie było takiej opcji. Nie wierzyłem w coś takiego. Dennise była inna, jej ojciec mógł sobie spiskować, ale nie o n a!

-OK, ziomy, co mówimy tamtym w wyczesanych szmatach? – zapytał Rath. – Jakoś trzeba z nich wyciągnąć newsy...
-Dyplomatycznie czy stawiamy ich pod ścianą? – chciał wiedzieć Michael.
-Pod ścianą, niech śpiewają, gagatki – powiedział Rath. – A potem nagle bęc w czachę – uderzył pięścią w dłoń. Michael popatrzył na niego dziwnie.
-Pióra to ty chyba masz w głowie – mruknął.

-Spokój – zarządził Max. Dziwne, ale zachowywał się teraz... jak Jennie. Tak, ona trzy lata temu zachowywała się tak samo władczo, mówiła takim samym tonem. – Nie wiem, czy jest sens pogrywać sobie z nimi – powiedział z zamyśleniem. – Ale oni są dobrzy w wodzeniu ludzi za nos.
-Słuchajcie, a jakby tak zrobić jeden dzień przerwy? – zaproponowała tęsknie Isabel. – Mam już serdecznie dosyć tego miejsca, chcę pójść się wyspać we własnym łóżku i poprzebywać choć pół dnia z daleka od nich, już mi niedobrze na widok tych mundurów i garniturów...

-Możemy – Max skinął głową. – Masz rację, wszystkim należy się chwila oddechu, zanim zaczniemy grzebać głębiej.

-Zwariowałeś?! – zawołał Rath z oburzeniem,. – Odwala ci?! Tyle czasu na nic?! Wiesz, czego się dowiedzieliśmy przez te dwa dni?! Niczego!
-Niczego? – Max popatrzył na niego spokojnie. – Twierdzisz, że te wykłady z historii Antaru to nic? Albo wiedza o obecnej sytuacji?
-Hej, hej, hej, spoko – powiedziała ugodowo Lonnie. – Jasne, że to już coś, ale widzisz Max, nie mamy żadnej gwarancji, że to, co powiedzieli było prawdą. Poza tym tyle lat czekaliśmy na odpowiedzi a ty teraz po prostu mówisz, żeby to przełożyć na później?
-Tak – Max skinął głową. – Dokładnie. Czekaliśmy na nich tyle czasu, że chyba lepiej szukać odpowiedzi, gdy odpoczniemy i poukładamy sobie to, czego już się dowiedzieliśmy.
-Żartujesz sobie?! – zawołał Rath. Ale był na z góry straconej pozycji – Michael i Isabel wyraźnie przychylali się do pomysłu Maxa. Zresztą, jeśli miałem być szczery – chyba też wolałem zrobić sobie jakąś dłuższą przerwę. Poza tym, jak rany, za dosłownie kilka dni były święta – nastawiłem się co prawda na spędzanie ich tutaj, w Nowym Jorku, ale nie uprzedziłem o tym fakcie jeszcze mojej rodziny w Chicago, choć był już na to najwyższy czas...

-Chris, skocz no do tych ważniaków, zapytaj, czy mają jakąś wolną limuzynę, bo chcemy pojechać do domu – polecił mi Michael.
-Do domu – zaperzyła się Lonnie. – Słyszałeś go, Rath, on chce jechać limuzyną do domu! Od kiedy to limuzyny latają w przestrzeni międzygalaktycznej, co?
-Idź, Chris – powtórzyła ciotka Isabel. – My tutaj jeszcze wymienimy kilka uwag z naszymi... towarzyszami.

Popatrzyłem niepewnie na dwa komplety Michaelów i Isabel, ale Max skinął do mnie głową, dając do zrozumienia, że panuje nad sytuacją i nikt sobie nie wydłubie oczu. Ruszyłem więc przez śnieg w kierunku pałacu, po raz setny zastanawiając się nad osobliwościami pogody.

Służba w pałacu była strasznie dziwna, a może ja po prostu nie byłem do niej przyzwyczajony a ona była najzupełniej normalna jak na ziemskie standardy – pojawiali się zawsze wtedy, gdy byli absolutnie potrzebni, jakby intuicyjnie wyczuwali, kiedy pan życzy sobie ich obecności, wykonywali wszystko błyskawicznie i bez najmniejszego szelestu; poza tym byli zupełnie niewidoczni i nieobecni, występowali jedynie w charakterze cieni przemykających pod ścianami. Dziwne. Wszedłem nie niepokojony przez nikogo do pałacu, cała służba widać miała odgórne przykazanie, żeby traktować nas wszystkich jak najprawdziwsze święte krowy.

Dywany i chodniki w pałacu były grube, doskonale tłumiły odgłosy kroków. Poza tym nie chodziłem jakoś specjalnie głośno, co prawda również wcale się specjalnie nie kryłem. Wysokie, dębowe drzwi do naszej sali konferencyjnej były lekko przymknięte. W środku byli pozostali uczestnicy konferencji, jedenastu specjalistów z różnych dziedzin, słyszałem jak rozmawiali między sobą. I właściwie zatrzymanie się pod drzwiami i nastawienie uszu było impulsem, czymś, nad czym w ogóle się nie zastanawiałem...

-...to jest jakaś kretyńska sytuacja! – doszedł mnie podniesiony głos Kabie Ghan. Była chyba zdenerwowana, bo brzmiała dziwnie piskliwie.
-Oczywiście, że tak – przyświadczyła zjadliwie ta profesor od historii, Eva Weincośtam. – Zdaje się, że nasz wywiad coś kiepsko działa...
-Przecież wiedzieliśmy, że będziemy musieli liczyć się z taką ewentualnością – major Deborah Wilkinson usiłowała chyba załagodzić nastroje, ale bez zbytniego powodzenia. Hm, zaczynało się robić interesująco.
-Liczyć z taką ewentualnością! – powtórzył szyderczo ten jakiś od obronności czy innego cholerstwa. – No pięknie to pani major wymyśliła, brawo! Pół wieku wysiłków poszło na marne!
-Wysiłków! – roześmiała się gorzko konserwator zabytków, która miała bardzo piękne imię Naïma i bardzo piękne ciemne oczy, i która do tej pory raczej się nie odzywała. – Bardzo proszę, nie przesadzajmy, to raczej nie były wysiłki. Poza tym rzeczywiście niektórzy mają prawo mówić o wysiłkach – dodała z przekąsem – zwłaszcza pan, podpułkowniku.
-Czy to jest w ogóle możliwe? – zapytała wrogim tonem pani profesor Eva. – Te czterdzieści lat w inkubatorach?
-Tak, z punku widzenia medycyny i techniki medycyny – niestety tak – odparła ta od medycyny, Katrina z dziwnym nazwiskiem. Czy mi się tylko wydawało, czy ci ludzie nie byli nami zachwyceni?
-Do takiej sytuacji w ogóle by nie doszło, gdybyśmy swego czasu wzięli na poważnie sygnały, które jednak szanowni koledzy postanowili zignorować – odezwał się gniewnie ten Anglik Scott. – Mówiłem, że to nie jest dobry pomysł, a już zwłaszcza nie jest bezpieczny dla nas!
-Dla nas, dla nas – przedrzeźniała go ta Naïma niskim głosem. – A co powiesz o nich? – o, ci „oni” ty chyba byliśmy my... – Oni nie byli bezpieczni przez cały czas!
-Tak się zastanawiam – powiedziała Kabie Ghan z podejrzaną grzecznością – kto tak właściwie panią tu wpuścił. Wyraźnie odstaje pani od nas, wprowadza jakieś fermenty w Radzie, w organie, który miał być zgodny, o jednym froncie i o jednakowych poglądach politycznych...
-Cóż, ktoś tutaj musi być lojalny – odgryzła się Naïma. Zdaje się, że Rada Jedenastu przeżywała jakiś potężny kryzys wewnętrzny, najwidoczniej związany z naszym istnieniem...
-Gdzie oni tak w ogóle są? – zaniepokoiła się nagle pani Scott, zapomniałem imienia. – Jeśli okaże się, że stoją pod drzwiami...

Zdrętwiałem pod drzwiami. Miałem nadzieję, że pani Scott nie miała zdolności telepatycznych i nie wyczuła mojej obecności... Zresztą, zaraz – to ja tutaj należałem do rodu teoretycznie panującego, nie oni!

Zdaje się jednak, że oni wcale nie posiadali żadnego daru telepatii i widzenia przez ściany.

-Stoją wszyscy w śniegu – powiedział gospodarczy latynoamerykanin. Odetchnąłem z ulgą – widać wyjrzał przez okno jakoś nieuważnie, może nie chciało mu się liczyć osób, które stały w śniegu...

- Niepokoi mnie ta Cameron Flynn – odezwał się z zamyśleniem kolega po fachu profesor Evy Weincośtam. – Wszyscy wiemy, jakie były jej koligacje, i to może nam sprawiać problemy...
-Starałam się jak mogłam, żeby ją zachęcić – powiedziała major Wilkinson siląc się na spokój. – Wszyscy wiemy, jaka była jej reakcja na moją propozycję. Nie zapominajmy, że część ludzi myśli tak samo, jak ona.
-Ludzi – doktor Katrina prychnęła pogardliwym śmiechem. – Tak, i duże szanse polityczne mają ci ludzie, rzeczywiście.
-Owszem, będą mieli duże – usłyszałem głos Naïmy. – Jeśli dowiedzą się, że ich dynastia nie tylko żyje, ale też jest niemal w całości.
-Zamierzasz ich poinformować? – w głosie doktor słychać było zaniepokojenie.
-To byłby polityczny szach – major Wilkinson pośpieszyła w sukurs Naïmie. Zdaje się, że obie miały podobne poglądy.
-Jedno jest pewne – odezwał się głos pułkownika Ralleyarda. Po raz pierwszy od chwili, gdy zacząłem słuchać. Czyli on też był w środku i był doskonale zorientowany w sytuacji, o której my nie mieliśmy bladego pojęcia. – Pojawienie się króla i jego rodziny zdecydowanie skomplikowało sprawy i musimy teraz zmienić nasze plany. Będziemy musieli rozgrywać tę grę na dwa fronty, bardzo ostrożnie i rozważnie.
-Więc nie zamierzasz im o niczym powiedzieć, Philip?! – zawołała z oburzeniem Naïma.
-Zawsze byłem ostrożnym politykiem – odparł pułkownik. – Wolę nie ryzykować.
-To jest twój król, Philip – powiedziała z niezadowoleniem major Wilkinson. – Król, któremu jesteś winien posłuszeństwo i wierność, o czym chyba nie muszę ci przypominać – Kabie Ghan roześmiała się krótkim, nieprzyjemnym śmiechem, ale major zignorowała ją. – Zdajesz sobie sprawę, że igrasz z ogniem, Phil. Oni i tak w końcu dowiedzą się prawdy.

Tak, teraz byłem pewien, że Rada wbrew pozorom była chyba nieźle poinformowana o nas, a już na pewno kombinowali coś, co było szkodliwe dla nas, dla naszego rodu. Widziałem, czy też może raczej słyszałem, że Rada, wedle słów Kabie Ghan, nie była jednomyślnym organem, bo major Deborah Wilkinson i Naïma Azabal były zdecydowanie przeciwne koncepcji Kabie Ghan, pułkownika czy też doktor Katriny albo profesor Evy Weingarthner. Po ich stronie byli chyba również podpułkownik Hastings od obronności, małżeństwo Scottów przychylali się raczej do zdania Naïmy, a co do speca od gospodarki albo kolegi profesor Weingarthner nie miałem zdania. Tylko o co tu chodziło? Musiałem poinformować o tym Maxa. I może... może zrobić niespodziankę pułkownikowi de Ralleyard. Co by było, gdybyśmy dowiedzieli się wszystkiego wcześniej, zanim on zdecyduje się nam coś powiedzieć, choć pewnie i tak nie powiedziałby nam całkowitej prawdy? Dennise i jej brat... tak, oni mogli coś wiedzieć – dlaczego oboje wyjechali z Nowego Jorku? Podobno Jacques miał jakieś starcia z ojcem, kto wie, może o to chodziło w tym zwariowanym świecie pełnym kosmitów? Poza tym dobrze byłoby również pogadać tak nieoficjalnie z major Wilkinson albo z tą Naïmą...

I niech mi ktoś powie, że podsłuchiwanie było złe! Ci ludzie wyraźnie nam nie sprzyjali, knuli coś za naszymi plecami, coś, o czym chyba powinniśmy wiedzieć. Co w tym wszystkim robiła Cameron, widać jednak ich znała... Wycofałem się bezszelestnie. Tak, możecie pomyśleć, że taka rozmowa była wyjątkowo nieostrożna z ich strony – ale czego mieli się obawiać? Teoretycznie staliśmy wszyscy w ogrodzie, nikt z nich nie zauważył, że mnie tam nie było. Poza tym wiedziałem, że kosmici mieli super słuch, ale w końcu ja również miałem coś z kosmity – dwoje rodziców. Sztukę skradania się miałem opanowaną, i dopiero teraz przychodzi mi na myśl, że to już drugi raz, gdy kogoś podsłuchiwałem, chyba naprawdę miałem we krwi coś... odrobinę podstępnego. Poprzednim razem zdarzyło mi się to w Roswell, gdy pani E pokazywała nam zasypane resztki jaskini. Tak, ale tam miałem łatwiej, bo gdy się wycofałem, mogłem rzucać kamyczkami. Tutaj kamyczków nie było, nie zamierzałem tupać jak słoń żeby tylko dać im do zrozumienia, że idę. Co zrobić? Już wiem – służba! Potrzebny mi był ktoś ze służby. Rozejrzałem się dookoła – wszystko fajnie, ale nikogo w pobliżu nie zauważyłem...

-Hop hop, jest tu kto ze służby? – zawołałem niezbyt głośno. Jeśli mnie usłyszą tam na sali – nie szkodzi, nawet dobrze, mogę robić z siebie półgłówka. To też już drugi raz, ale wariatów najmniej się czepiają...
-Czy mogę w czymś pomóc, Wasza Wysokość? – natychmiast zmaterializował się obok mnie jeden z lokai.
-Tak – odparłem ze zdecydowaniem. – Gdzie tu jest jakaś sala konferencyjna?

Lokaj popatrzył na mnie dziwnie.

-Dwadzieścia metrów za plecami Waszej Wysokości – odparł. Wiedziałem o tym równie dobrze jak on, ale nie musiał o tym wiedzieć. Skinąłem głową.
-Dziękuję, dobry człowieku, możesz już iść – powiedziałem i odwróciłem się. Było mi naprawdę wszystko jedno, co sobie o mnie pomyślą, ważne było, żeby nie domyślili się, że coś usłyszałem. Popchnąłem bezceremonialnie drzwi sali i potoczyłem wzrokiem po zgromadzonych tam osobach – byli wszyscy, całe jedenaście osób. A więc jednak. Starałem się mieć niezbyt mądrą minę, a przynajmniej nie wyglądać zbyt inteligentnie i znów przyszła mi na myśl nieoceniona Alex – uniosłem obie brwi do góry i zacząłem poruszać rytmicznie szczęką, jakby żując gumę. Nie miałem w ustach żadnej gumy, ale była to kolejna sprawa, o której nie musieli wiedzieć, a takie poruszanie szczęką nadaje twarzy wyraz znakomitej głupoty.

-O – udałem zdziwienie i uciechę. – Tu jesteście! – po twarzy Kabie Ghan przemknął wyraz pełen politowania i poczułem satysfakcję. „Czekaj, ty, czekaj – pomyślałem. – Jeszcze zobaczymy, kto tu będzie górą, pani technik. Nie tylko wy potraficie grać na dwa fronty” . – Chciałem zapytać, czy możemy pożyczyć jakiś samochód, chcielibyśmy wrócić do domu na chwilę, wrócilibyśmy do rozmów jutro czy coś takiego.
-Czy coś takiego – powtórzył pułkownik (widać głupota była zaraźliwa), ale natychmiast się zreflektował. – To jest, ma się rozumieć, naturalnie, Wasza Wysokość, limuzyna jest w każdej chwili do waszej dyspozycji.
-To fajnie – ucieszyłem się. – Bo my byśmy już poszli, trochę jesteśmy zmęczeni...
-Oczywiście, Wasza Wysokość – pułkownik skłonił głowę. Tak, istotnie, był niezłym graczem, gdybym nie usłyszał wcześniej jego słów o podwójnej grze, nabrałbym się na jego szacunek.

Stałem przez chwilę niezdecydowany w progu – chciałem złapać na chwilę panią Wilkinson, ale nie wiedziałem, jak to zrobić. Zdaje się, że moje niezdecydowanie jedynie upewniło Radę, co do mojej rzekomej niezbyt przesadnej inteligencji. Musiałem zostać choć przez chwilę sam na sam z major Wilkinson albo z Naïmą Azabal, ale tak, żeby nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Hm...

-A – „ocknąłem się” nagle. – Mój ojciec chciałby wam podziękować. Wszystkim – dodałem. Wszystko mi jedno, czy Max miał czy też raczej nie miał ochoty im dziękować – pewnie raczej nie miał – ale miałem nadzieję, że może major albo pani Azabal zostaną przez chwilę z tyłu... Wbiłem uporczywy wzrok w major.
-W takim razie nie każmy czekać Jego Królewskiej Mości – pułkownik wstał z miejsca i ruszył do wyjścia. Za nim ruszyli pozostali. Wszedłem do pomieszczenia i stanąłem grzecznie z boku, przepuszczając wszystkich, a wszyscy kiwali mi głowami z uśmiechami na twarzach. Ku mojej uldze major przechodziła obok mnie na ostatku i złapałem ją dyskretnie za łokieć, przytrzymując w sali. Przesunąłem się za zamknięte skrzydło drzwi i nachyliłem się do pani major.

-Muszę z panią porozmawiać bez tej całej świty – szepnąłem. Major rozejrzała się błyskawicznie dookoła.
-Dziś wieczorem – odparła cicho, wsuwając mi do ręki jakiś mały kartonik, po czym wyszła pośpieszne z sali. Popatrzyłem na kartonik w mojej dłoni – wizytówka z prostym napisem „major Deborah Wilkinson”. I nic więcej. Odwróciłem kartonik – był na nim numer telefonu komórkowego, napisany odręcznie prostym, starannym pismem. Wsunąłem wizytówkę do kieszeni wewnątrz marynarki i wyszedłem z pomieszczenia jak gdyby nigdy nic.

Dziś wieczorem zamierzałem zadzwonić do major Wilkinson i postarać się rozwikłać tę dziwną sytuację, odkryć to podwójne dno i zdemaskować grę pułkownika. Major wydawała się być całkiem sympatyczna i przede wszystkim lojalna, nie wiem czemu, ale czułem do niej zaufanie. Wiedziałem, że mogliśmy jej zaufać.

Podążyłem do wyjścia – stała już tam cała Rada Jedenastu i my, w niejako podwojonej części składu.

W limuzynie siedziałem przy oknie i myślałem o tym, co usłyszałem tak niedawno. Max dosiadł się do mnie.

-Coś się stało? – zapytał półgłosem, jak gdyby nigdy nic. Popatrzyłem na niego ciężko.
-Usłyszałem fragment rozmowy tych ludzi – powiedziałem cicho. – Poza tym dziś wieczór jesteśmy umówieni z panią major Wilkinson. Ty i ja.

Max skinął głową.

-Dobrze – odparł tylko.

Może należało najpierw poznać kulisy wszystkiego, zanim poinformujemy o tym pozostałych. Zresztą, nie wydawało mi się, że wracaliśmy do domu by odpocząć – bezwzględnie należało zapytać Dennise i Jacquesa, czy coś im wiadomo o planach ojca. Bo może wiadomo. Wieczorem pogadamy z major. Czekało nas dużo pracy...
 



dystrybutorem części samochodowych
Dywizje pancerne Waffen SS
dzem zyciu piekne sa tylko chwile
dyscyplinarne w okresie
Dyskografia Ryszard Rynkowski
Dżemu w Operze
Dz. U. Nr 142 poz
Dyson DC19
Dyktafon Olympus
dyktafon w motoroli e398
Dyktanda dla szkoły podstawowej
działalności człowieka na środowisko
Działalności Gospodarczej Poznań
Dyskografia Britney Spears
dyplomowe z socjologii
  • polscy malarze polskie obrazy
  • ebib ifno
  • wacker 04 berlin
  • buty panda
  • karol wielki reformy
  • gra shrek on line
  • 80 dni dookoB3a B6wiata
  • cieplo solwatacji
  • zegary zewnetrzne 240